Problem "zjadających towarzyszy"

Więcej
4 tygodni 1 dzień temu - 4 tygodni 1 dzień temu #4 przez pawelkarwat
Niektórzy - nie będę z grzeczności wymieniał ich imion i nazwisk - mówią o "zjadających towarzyszach" w powiązaniu z nazwą "Huna", ponieważ naczytali się książek Maxa Freedoma Longa, który ani nie był wtajemniczony w prawdziwy, hawajski szamanizm, ani osobą szczęśliwą i zdrową psychicznie (popełnił samobójstwo). Jak wiele litera może zmienić wiemy, głoszą to pisarze od wieków. Język jest żądłem, pióro jest ostrzejsze od miecza itd.
Ze "zjadającymi towarzyszami" jest tak samo. To koncepcja, która obrosła w taką ilość niezdrowej fantazji, że stała się bardzo niebezpieczna. Niebezpieczna zwłaszcza dla zdrowia psychicznego.
Pamiętam jak odprowadzał ode mnie byty pewien "szaman" z Lublina, zwolennik i pasjonat wspomnianej "Huny" Longa. Zacząłem popadać w istny obłęd myśląc, że jestem opętany i sprawdzając to już potem nawykowo. Wpoił mi podświadomie sugestię, że "zjadający towarzysze" istnieją i stanowią problem.
Początkowo byłem tym zafascynowany, to takie ezoteryczne, prawda o tamtej stronie jest tak blisko, ale potem doznałem uszczerbku na zdrowiu psychicznym, niestety. Nie leczyłem się akademicko, pomógł mi mój nauczyciel psychotroniki metodami zdrowej i bezpiecznej bioenergoterapii.
A ilu ludzi cierpi tylko dlatego, że ktoś wbił im do głowy ideę "zjadających towarzyszy"? W sytuacji, kiedy siedzisz otwarty podczas zabiegu energetycznego można ci przekazać wszystko, i szkodliwe, i nieszkodliwe, wprowadzić to do twojej podświadomości i albo dokonać uzdrowienia, albo zniszczenia.
W Hunie Kinga nie ma "zjadających towarzyszy" - w książce "Huna. Wiedza z Hawajów" Serge pisze o tym dość dosadnie. Oddziela nasz poziom doświadczenia i życia od poziomu osób zmarłych a duchom różnego rodzaju przypisuje cechę bycia myślokształtami.
Z własnego punktu widzenia powiem tyle, że można mieć "podłączenia", ale osiągają to osoby pchające się do astralu na siłę, tak czy inaczej anormalne, parające się jakimiś formami magii lub na tyle dziwnie uwarunkowane, że w jakiś sposób głęboko zaingerowały we własne ciało astralne. Co zasiali, to żną, ale większość nie sieje w tym wymiarze. Większość ludzi to "skromni materialiści", nie szukają przygód ezoterycznych. Tacy ludzie nie będą mieli problemów z "bytami bezcielnymi" (jak głosiła gabinetowa reklama wspomnianego "szamana" z Lublina).
Większość nie próbuje forsować granicy, którą ustanowiła natura, więc dlaczego mieliby mieć problem z "sąsiadami" spoza niej?
Promocja "zjadających towarzyszy" to właśnie próba naruszenia zdrowego ładu, to swoista zaraza ezoteryczna i powinno się gasić jej ogniska, zanim się rozprzestrzeni, a podatne są na nią i młode, i starsze umysły, bo wszyscy zostaliśmy zindoktrynowani przez religię i nauczeni uległości wobec idei.
Pod wpływem terroru nauczono nas bardziej reagować na słowa, które wyrażają myśli, niż na rzeczy.
Ostatnia4 tygodni 1 dzień temu edycja: pawelkarwat od.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 0.344 s.